niedziela, 5 maja 2013

Na filcowo


Oto bezpośredni skutek nauczenia się przeze mnie, jak robić kulki z filcu :).

Oraz znalezienia w jednym ze sklepów, w których nie spodziewałam się znaleźć niczego TAK interesującego nietypowych bigli do kolczyków, otwartych, z drucikiem z przodu wyraźnie dłuższym niż kończący kolczyk haczyk, słowem takich, na jakich pojedynczy, duży, dobrze widoczny element wiszący prezentuje się najlepiej.






A ponieważ kulek z filcu wyprodukowałam w radosnym szale twórczym co najmniej tuzin kompletów, zaś bigli w zestawie były po cztery pary (a zakupiłam trzy opakowania) łatwo się domyślić, że jest to dopiero pierwsza (i raczej skromna) odsłona szału kolczykowego w wersji "na filc i koraliki" :).



14 komentarzy:

  1. Och i ach, jakie piękne te kolczyki! Zachwyt mój jak najbardziej szczery, kocham kolczyki, dyndające u głowy szczególnie :) Moje uczucie do tej usznej biżuterii wzięło się stąd, że, wyobraź sobie, Matko, przebiłam sobie uszy dopiero w wieku 25 lat! Czyli niby lata temu, a na takie coś już byłam stara :) Moi rodzice nie przykładali do takich bzdurek wagi, uszu dzieciom w wieku niemowlęcym nie przebijali, a jak mi lata doszły, to żem się bała :) Dwóch panów musiało trzymać mnie w gabinecie kosmetycznym, grożąc pistoletem do przebijania uszu, a i tak ledwo dałam sobie przebić oba naraz :) Od tego czasu kocham kolczyki i noszę namiętnie! A Twoje są przepiękne!Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są też do kupienia/ zamowienia podobnych/ zamówienia innych, że się tak zachęcająco zareklamuję ;D. I będzie na dniach wpis o kolczykach szydełkowych, że się zareklamuję ponownie :DDD.

      Usuń
    2. Ateno - chętnie zamieniłabym się na rodziców. Nawet nie wiesz jakie miałaś szczęście! Moja matka i ciocie przebiły mi - jako dziecku - uszy. Grubą igłą przewlekaną całą przez ranę (koszmarny ból, trwający subiektywnie godzinami), za nią szła nić przewlekana również przez ranę (ból inny, ale koszmarny jeszcze bardziej), potem przecieranie rany spirytusem (ostry ból), przesuwanie co kilkanaście godzin obu nitek, by nie wrosły w ranę (ból rozdzieranych ran). Na końcu radzenie sobie z zaropiałymi płatkami uszu - bo oczywiście infekcje się wdają, jakże by inaczej (opuchnięte uszy, pulsujące). Po kilku tygodniach leczenia infekcji - nastąpiło przyzwyczajanie do kolczyków: najpierw ból wkładania kolczyków (a dziurki węższe od kolczyków, więc wyobraź sobie ten ból rozpychanych, świeżo zarośniętych ranek), potem usiłowanie chodzenia w kolczykach (odnowienie ropni, infekcje spowodowane kolczykami - rzekomo złoto nie może wywołać infekcji, co za bzdura).
      Walka z tym wszystkim wreszcie zakończyła się po tygodniach torturowania dziecka - dziecko zażądało zdjęcia mu kolczyków i niemaltretowania go więcej.
      Dziury, a raczej rany uszu, wreszcie uwolnionych od narzędzi tortur, zarosły, wygoiły się. Pozostały mi pozorne dziurki: są ślady przebicia, ale przejście zarośnięte, nie da się założyć kolczyków.
      Podsumowując: kolczyków nigdy w życiu nie nosiłam! (nie licząc tych koszmarnych dni rozpychania dziurek kolczykami dorosłej cioci), dziury szpecą mi płatki uszu (w dodatku niesymetryczne są to ślady przebijania), nie zdecydowałam się nigdy na przebicie uszu jako dorosła, nacierpiałam się i to z rąk dorosłych kobiet w rodzinie koszmarnie, ból do teraz pamiętam (a mam dużą odporność na ból, leczenie kanałowe, ból zatok itd. to dla mnie pryszcz, da się przeżyć).
      Ostatnio jak u kosmetyczki usłyszałam, że kobieta umawia swoją 19-miesięczną córeczkę na przebijanie uszu, to miałam ochotę zerwać się z krzesła, na którym siedziałam, i walnąć ją po łbie kilka razy solidnie: a potem niech decyduje, czy nadal chce maltretować dziecko.
      Powstrzymało mnie tylko i jedynie to, że dziś już się nie maltretuje dziewczynek przebijaniem uszu grubą igłą z nitką...
      Ale i tak uważam za bestialstwo okaleczanie ciał bezbronnych dzieci!
      Zechce sama sobie zadawać cierpienie w dorosłości - proszę bardzo, niech to robi, niech sobie wpuszcza sylikon, masakruje piersi czy inne barbarzyństwa. Ale sama na własnym ciele.
      Cóż, szczęśliwie polskie kobiety nie usuwają swoim małym córeczkom łechtaczek wyszczerbioną żyletką czy obtłuczoną skorupą.

      Usuń
  2. Kobieto! No! Ty się tak nie reklamuj, co? Ja jestem uzależniona od kolczyków!!!
    A kolczyki są cudowne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :). Moja ulubiona biżuteria, i w związku z tym robie tego tyle, że nie daję rady nosić :D.

      Usuń
    2. Posiadam kolekcję ok. 160 par kolczyków. Piszę ok., bo ni jestem do końca pewna czy czasem nie przekroczyłam tej liczby. ;)

      Usuń
    3. Przybij piątkę, siostro duchowa :D!

      Usuń
  3. Jaka szkoda, że ja kolczyków nie mogę nosić. Ale zawieszka jakaś, taka kulista byłaby super rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę o wyprodukowaniu wisiorków, owszem, nawet kupiłam już takie druciki na szyję z zapięciem :)...

      Usuń
  4. To Królowa traumę ma! Po Twoim komentarzu nie dziwię się wcale, że nie nosisz tych cudeniek w uszach! Brrr......... To musiało być okropne, to całe przebijanie uszu po domowemu... Ale pamiętam, że tak bywało- moje koleżanki szkolne też chodziły z zaropiałymi nitkami w dziurkach kłutych igłą. Okropność. Na szczęście nigdy nie zazdrościłam im tego, o nie. I nie przeszkadzało mi, że rodzice nie poddawali mnie i sióstr takim zabiegom. Zresztą ja z nas trzech ostatnia te uszy sobie przebiłam :) Ale tak, jak piszesz- sama chciałam. Również nie mogę patrzeć na małe dzieci, które mamy w ten sposób torturują, co z tego, że u kosmetyczki, że pistoletem, że nie będzie pamiętać. 9-miesięczną dziewusię widziałam ostatnio z kolczykami- misiami w małych, ciężko się gojących uszkach. Może to i dla kogoś słodkie... Cóż, ja bym tego swojemu dziecku nie zrobiła. A Królowa może klipsy w takim razie preferuje??? Nawet nie wiem, czy można kupić te klipsowe zapinki gdzieś i na nich mocować twarzowe wisiorki? hmmmm......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja! To Czytelniczka :). Ja nie mam traumy, tylko manię kolczykową, obsesję, produkuje tego tyle, ze nie nadążam nosić :D.
      A klipsowe zapinki jak najbardziej można kupić. Chyba wszystko teraz można kupić :D.

      Usuń
  5. O, rzeczywiście, teraz zauważyłam,że to Noemi! Przepraszam za pomyłkę- późno było :) Klipsowe zapinki też sprawdziłam, są, są, a jakże :) A jakby tak zacząć nosić różne kolczyki w uszach naraz? :) Szybciej by było nadążyć za produkcją:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń