Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawieszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawieszki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 maja 2023

Lalki i nie tylko

 Zamówienie dostałam na jedną.

Ale każdy, kto zna mnie choćby pobieżnie, bez trudu zgadnąć mógł, że na jednej to się nie skończy!

I rzeczywiście, gdy tylko zamówiona laleczka zombie trafiła w ręce Właścicielki

 ja natychmiast przystąpiłam do produkcji drugiej,

w odcieniach niebiesko-turkusowych, 

oraz trzecią

zielono-różową.


Pomysły na kilka ich koleżanek i owszem, mam, ale chwilowo pozostały w zawieszeniu, co w żaden sposób nie oznacza, że do nich nie powrócę, gdy znużą mnie duże formy i "poważna", użyteczna produkcja.

Przez co nie należy rozumieć, że laleczki zombie są z definicji bezużyteczne, o nie!

Jako breloczek mogą służyć :).


Albo zawieszka do samochodu. którą zamówił u mnie Pan Małżonek.

I którą, gdy tylko będzie gotowa, na pewno tu pokażę :).


niedziela, 30 czerwca 2019

Ptaszek

Dostałam jakiś czas temu miłą propozycję wzięcia udziału w festiwalu rękodzieła. Tematem miały być ptaki, twórczynie chciały zrobić największą linię ptasią na świecie, deadline akcji przypadał na 31 maja, więc na początku maja siadłam i zaczęłam produkować ptaszę. Recyclingowe. Ze starych i nie nadających się już do noszenia dżinsów.


Przyozdobiłam go w swoim, nieprawdaż, niepowtarzalnym stylu, podpisałam (co było dozwolone)


pod skrzydełkiem, żeby nie było nazbyt ostentacyjnie :),


 doszyłam wieszaczek


 i ptaszyna poleciała, aby zdążyć przed 31 maja (co udało jej się osiągnąć).


Festiwal ptasząt miał się odbyć (i odbył się) 14 czerwca i miałam ambitny plan opublikowania tego posta właśnie tego dnia, ale wiadomo, jak to bywa z ambitnymi planami. Nie zawsze udaje się je zrealizować.

Gdyby ktoś chciał sobie popatrzeć na plany, które UDAJE się zrealizować, może rzucić okiem

TU

i/albo

TU

Ponad 5 tysięcy ptaków z 25 krajów :).

I wszystkie zostaną zlicytowane, a dochód pójdzie na jakiś dobry cel.

Mam nadzieję wziąć udział także w następnym festiwalu :).

sobota, 3 listopada 2018

Día de Muertos (dzień po ;))

Jest co prawda dzień po Dias de Muertos, ale, no cóż, tylko jeden dzień, czym to jest wobec wieczności :D.

A poza tym mam masę nowych czaszuń, co mi się marnować będą, że już nie wspomnę, że jednak lepiej wrzucić je teraz niż w jakiejś mniej sprzyjającej porze roku, na przykład w okolicy świąt Bożego Narodzenia (co by się mi łacno zdarzyć mogło).

Zamówienie na dwie czarne czaszki dostałam od Przyjaciółki (która z kolei zamierzała obdarować nimi dwie swoje Przyjaciółki), prośba była tylko jedna - mają się jak najmniej od siebie różnić.


Całe szczęście, że "jak najmniej", zrobienie dwóch identycznych by mnie przerosło, jestem bowiem jak kot i błyskawicznie nudzę się robiąc wciąż to samo.

Starałam się więc zrobić czaszunie jak najbardziej do siebie podobne, ale jednocześnie dbając, by się rózniły a to detalami oblicza,


a to mandalkami na "plecach",


a to zawieszkami wreszcie.


Mam nadzieję, że podołałam :).

Kolejne czaszunie zrobiłam w halloweenowych, jesiennych, zielono-pomarańczowo-brązowawych odcieniach.



Oczywiście, nie jest to komplet, ale jakieś podobieństwa między nimi niewątpliwie istnieją :).



Oczywiście, istnieją też różnice.


Głównie w zdobieniach na obliczach czaszuń.


Natomiast w przywieszkach różnic w zasadzie brak :).


Ostatnia w tej serii czaszuń występuje jako  zawieszka, nie breloczek do kluczy.


Jest też odrobinę większa


i trochę bardziej zdobiona, ze względu na ten nieco większy rozmiar


oraz fakt, że do większych czaszuń nie dodaję przywieszek, malachitowych czaszeczek i innych koraliczków.


Na warsztacie mam jeszcze dwie takie właśnie, większe czaszki i jedną mniejszą, breloczek.

Ale muszę przecież coś zostawić na późniejsze posty.

czwartek, 29 marca 2018

Czaszunie albo sugar skulls

Wiedziałam, że obejrzę "Coco" ze trzy miesiące przed pojawieniem się filmu w kinach.

Gdzieś przyuważyłam reklamę i doznałam zachwytu. Wszystko, co kocham - kolory, migotanie, ocieranie się o kicz, ale niekoniecznie. Zakładałam, oczywiście, że film może nie okazać się taki urokliwy jak jego reklama, ale, cóż, kolorystyki mu to nie ujmie w końcu.

Bez względu na jego urokliwość jednakże byłam pewna już w chwili ujrzenia reklamy, że na pewno zrobię te czaszki. Nie wiedziałam, jak, z czego i do czego, ale że powstaną nie miałam cienia wątpliwości.

"Coco" pojawił się w kinach, okazał się, że tak to ujmę, dopasowany urokliwością do bajecznej formy, myśl o czaszkach rosła tak, że mi niemalże rozsadziła własną, aż wreszcie, po pewnym czasie, zaowocowały.

Breloczkiem.


Z początku breloczek miał mieć taką właśnie, jak pokazana na zdjęciu, formę, ale gdy już był gotowy wydał mi się z tyłu dość łysy, więc szybko dorobiłam mu mini-mandalkę.


Wszyscy, którzy mnie znają nie musieli zastanawiać ani chwili, by wiedzieć, że jedna niewinna czaszunia to nie jest moje ostatnie słowo.


Tym bardziej, że jak tylko pokazałam ją na Instagramie dostałam zamówienie na kolejną.

Fioletową.


Nieco większą, niż turkusowa na breloczku.


Nie miała być też breloczkiem, tylko zawieszką, dorobiłam jej więc sznureczek ze splecionego kordonka. A poza tym jak zwykle, kwiatki, ozdóbki i inne cekiny.


Następne czaszki miały być - czerwona z bielą oraz czarna z zielenią.


Czerwono-biała nie została ozdobiona cekinami ani koralikami.


Tylko szydełko i wyhaftowane łodyżki. Oraz kwiecie.



Czarno-zielona z jakiegoś powodu wydaje mi się najbardziej strojna.


Chociaż robiona była według tych samych zasad, co wszystkie pozostałe.


I nawet cekinowych ozdóbek nie ma zbyt wiele.



Wszystkie czaszki znalazły nowy, i na pewno pełen miłości, dom :).

W związku z tym zaczęłam natychmiast robić kolejną...


Może i ona znajdzie pełen miłości dom :).


niedziela, 28 stycznia 2018

Poświątecznie, noworocznie

Kolejny pościk nie tyle może usprawiedliwiający, co zdający sprawozdanie z poczynań mających miejsce w Domu w Dziczy na niewie rękodzielniczej..

W ramach prezentów świątecznych zrobiłam dwa breloczki słoniowe.

Czerwonego dla mojej siostry



 i fioletowego - dla teściowej.




W zasadzie zamiast "w ramach prezentów" trafniej byłoby powiedzieć "w ramach dodatku do prezentów", ponieważ w charakterze prezentu głównego (tego rękodzielniczego rzecz jasna, książek, które dostały moja siostra i moja teściowa sama nie napisałam :)) wystąpiły szale.

We wrześniu podczas Drutozlotu, który - tak się szczęśliwie złożyło - odbywa się w moim rodzinnym mieście nabyłam drogą kupna całą górę (choć nie tak wielką górę, jak bym sobie życzyła, górkę raczej) włóczek, między innymi "cukiereczki" GarnManufaktur McLana, które leżały sobie w sypialni i czekały na właściwy moment i chwilę natchnienia.

Właściwy moment nadszedł był w grudniu (podobnie jak chwila natchnienia), gdy wymyśliłam sobie, że z takich śliczności powinno się zrobić chusty. Jeden motek, jedna chusta (albo szal), a w dodatku, jak się okazało, robi się je wręcz cudownie.


Dla teściowej wybrałam "cukiereczek" w różnych odcieniach zieleni, leśny w charakterze.



A dla mojej siostry, która zazwyczaj ubiera się na czarno z jednym, jedynym kolorowym elementem - tęczowe.




Jak zawsze gryzłam palce ze stresu, czy prezenty się spodobają, ale obie obdarowane wydawały się tak zadowolone (względnie są dobrze wychowane i umiejętnie udawały), że, podniesiona na duchu oraz posiadająca jeszcze trzy motki "cukiereczków" w kolekcji Włóczek-Z-Których-Kiedyś-Coś-Zrobię niezwłocznie przystąpiłam do produkcji kolejnych chust i szali.

Które zapewne KIEDYŚ tutaj pokażę :).