Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą anioły. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2014

Nadlecieli anieli

 Święta zbliżały się wielkimi krokami.

Bez bałwanków, filcowych aniołków, bez bombek i gwiazdek tym razem.

Tym razem kłębek kordonka ze złotą nicią wyjrzał z koszyczka i zaczął się plątać w kształt aniołka.


Plątał się i plątał, anioły się namnażały i namnażały, prawie jak drożdże w świątecznej strucli,


aż zaczęły wychodzić z koszyczka i ruszyły w świat.


Po drodze dorobiły się też kolegów (i koleżanek, prawdopodobnie :))w innych kolorach, czerwono-złoto-tęczowych,


złotawych w tęczowych haleczkach, wyglądających spod sukienek,


tęczowo-złotych,


i takich złocistych w sukieneczkach z cieniowanym brzegiem,


i jeszcze innych, których nie zdążyłam "zdjąć" :).

A ponieważ dostałam cynk, że wszystkie Skrzydlate Istoty dotarły już do miejsca swego przeznaczenia prezentuję je na blogu.

Życząc Wam wszystkim, kochani Czytelnicy i Oglądacze, najlepszych na świecie świąt, pełnych inspiracji!

niedziela, 14 grudnia 2014

Licho, Licho, więcej Licha

Niewykluczone, że te nieliczne osoby, które odwiedzają tylko tego bloga nie wiedzą, co to Licho. To znaczy, zasadniczo wiedzą, ale mówiąc "Do licha!" mają na myśli zupełnie co innego niż ci Czytelnicy, którzy zaglądają na mojego bloga głównego, ci, którzy znają Lichotkę i jej mieszkańców z książki Marty Kisiel, no i to, co sama mam na myśli.

Bowiem ja sama myśląc o Lichu od pewnego czasu myślę o małym, zasmarkanym Aniołku...


 z włoskami przypominającymi celofan i unoszącymi się przy każdym podmuchu...


metr pięćdziesiąt samej słodyczy...


chociaż oczywiście mniejsza skala została wymuszona przez okoliczności...


z tęczowymi oczkami (które, owszem, stanowiły problem techniczny, ale nie takie problemy się rozwiązuje, jak się chwilę pomyśli)...


w bamboszkach z gigantycznymi pomponami...


w T-shirtach ozdabianych wizerunkami bohaterów dziecięcej (i nie tylko) masowej wyobraźni...


i z uczuleniem na pierze, które skłania je do dokonywania depilacji skrzydeł (tu: przerwanej w połowie).


Tak je w każdym razie widzę.


I takie właśnie zasiądzie już wkrótce na czubku choinki w Domu w Dziczy.

sobota, 31 sierpnia 2013

Desant Aniołków!

Kolejny desant Aniołków dotarł do celu!


Desant-niespodzianka. Wyprodukowałam cztery Aniołki, wysłałam w świat i bardzo uważałam, żeby nigdzie się nie zająknąć, że je zrobiłam, żeby nigdzie nie wrzucić zdjęcia. I trzymałam kciuki za Pocztę Polska, żeby przesyłki nie zgubiła (nie, żeby się to Poczcie Polskiej przesadnie często zdarzało, ale mam schizy, więc nad swoimi przeczuciami i podejrzeniami nie panuję).


Ale Poczta Polska sprawiła się wzorowo, niczego nie tylko nie zgubiła, ale wyprawiła poza granice Rzeczpospolitej sprawnie i szybko, Aniołki doleciały, gdzie trzeba (od czego są Aniołami w końcu? :)) i teraz czekają świąt, by zawisnąć na choince :).

I to jest ostatni desant Aniołków na baaaardzo dłuuuugo, bowiem dam chyba sobie (i swoim Czytelnikom :)) od nich odpocząć...

poniedziałek, 29 lipca 2013

Zamówionka

Nieprzesadnie często, ale jednak czasem zdarza mi się popełnić jakieś Dzieuo na zamówienie, zazwyczaj dla jakiejś Czytelniczki bloga, której któryś z maniakalnie produkowanych przeze mnie Cosiów wpadnie w oko i zapragnie Ona (ta Czytelniczka) z jakiegoś powodu mieć takiego samego :).

Takie zamówienie z uczuciem produkuję, starając się, by nie zajęło mi to tyle czasu, co, na przykład, bycie w ciąży, wysyłam, czekam na potwierdzenie, że rzecz bezpiecznie i w terminie dotarła do Właścicielki, a następnie pytam, czy mogę efekt swej pracy pokazać na blogu, Właścicielka zaś zgadza się lub nie (ale zazwyczaj się zgadza :)).

Jedno z pierwszych zamówień dotyczyło osłonek na doniczki, o, takich:


to znaczy te to są akurat moje osłonki, które produkowałam podczas tej psychopatycznie długiej zimy, którą wszyscy się, ekhm, cieszyli tego roku, żeby sobie przypomnieć, że wiosna istnieje i jakie ma kolory. Czytelniczka poprosiła o osłonki w odcieniach szaro-fuksja-różowych, ponieważ Nasz Klient Nasz Pan :), wyprodukowałam cztery osłonki w wymaganych odcieniach,


które, jak twierdzi Właścicielka (a nie ma powodu, by jej nie wierzyć przecież :)), pasują do wnętrza, podobają się i dobrze jej służą.


Kolejna Czytelniczka zamówiła laleczkę z tego wpisu i dwa dywaniki, wskutek czego naczekała się, że ho, ho, nie, żeby dywaniki robiło się jakoś szczególnie długo, no, ale najpierw trzeba było zamówić włóczkę, potem je wydziergać, a jak się je miało już wydziergane i nawet zapakowane, Rodzinny Pojazd po raz kolejny nawalił i ujrzałam się uwięzioną w Domu w Dziczy na bogowie wiedzą jak długo, z dala nawet od okolicznego sklepu spożywczego, o Cywilizacji z jej udogodnieniami w postaci licznych budynków Poczty Polskiej rozsianych po okolicy nie wspominając.

Natychmiast po uwolnieniu jednakże wysłałam i dywaniki, i lalkę w podróż, która przebiegła w jak najbardziej zadowalający sposób (i nawet w zadowalającym tempie), i przesyłka bezpiecznie i radośnie dotarła do rąk Właścicielki.


Aniołki pokazuję (całkowicie wbrew swoim zwyczajom) zanim Właścicielka dostała je do rąk własnych tylko dlatego, że wie doskonale, że spoczywają one bezpiecznie zapakowane w kopertę w domu mej własnej Matki, skąd Właścicielka odbierze je sobie osobiście, omijajac rafy Poczty Polskiej,


ale zgodę na prezentację uprzednio wyraziła, oczywiście, bo bez niej bym się nie ośmieliła niczego tu pokazywać :).


Ostatnie zamówionko, czyli lalka-chłopczyk


ma już znacznie bardziej zaawansowaną formę, no, ale jej zdjęcia ujrzą światło dzienne na tym blogu w chwili, gdy produkt finalny dotrze do Zamawiającej (jeśli, oczywiście, i Ona zgodzi się na prezentację).

Zaś poza zamówieniami w wolnej chwili, czyli w ogrodzie, pod brzozami, co popołudnie, niespiesznie produkuję narzutę na fotel (banalny, prosty wzór, umożliwiający dzierganie bez liczenia oczek i jednoczesne nie spuszczanie własnego oczka z Ukochanych Potomków, szalejących w okolicy), bo na tę kupioną dwa lata temu patrzeć już nie mogę.


Do prezentacji po ukończeniu.

Czyli kiedyś tam :D.

czwartek, 9 maja 2013

Anioły odlatują do...

Ponieważ wczoraj minął termin zgłoszeń dla osób chętnych do przygarnięcia Aniołka, i ponieważ zgłoszeń wpłynęło trzynaście (dwanascie na blogu plus jeden na pocztę od Czytelniczki, której nie udało się zamieścić tutaj komentarza), a także ponieważ zgodnie ze smutnym przeczuciem nie byłam w stanie dokonać samodzielnego wyboru wieczorem w Domu w Dziczy odbyło się losowanie, w którym udział wzięli:

Pompon Starszy,
Pompon Młodszy
i
Potomek Młodszy,

gdyż Potomek Starszy został brutalnie uziemion przez Srogiego Ojca nad lekturą szkolną, którą mógł był co prawda czytać przez ostatnie dziesięć dni, ale mu się nie chciało, toteż wczoraj zachcieć mu się już musiało, nieprawdaż.

Wracając do ad remu.

Starannie i z uczuciem przygotowałam odpowiednią ilość losów,

umieściłam je w szklanym kubku i wezwałam Pacholęta do losowania (i w tym miejscu przepraszam za jakość zdjęć, ale nie jest łatwo cyknąć wyraźnej fotki ręce dwulatka, którego przepełnia entuzjazm, ciekawość oraz nieumiejętność zastygnięcia w miejscu nawet na dwie sekundy, a i pięciolatek potrafi dostarczyć rozrywki w tym względzie. Napisy w każdym razie da się odczytać).

Wybór Pompona Młodszego:


Wybór Pompona Starszego:


Wybór Potomka Młodszego (uświniona fioletowym pisakiem dłoń z boku należy do Pompona Starszego, który płonął chęcią pomocy jak step podczas upalnego lata, ale Potomek Młodszy bezwzględnie wywalczył sobie prawo wyciągnięcia losu i pozwolił sobie pomóc tylko i wyłącznie w czasie robienia zdjęcia):


Wszystkie Panie uprzejmie proszę o kontakt.

Gdyby któraś życzyła sobie któregoś Aniołka bardziej niż innego to proszę pisać, którego, może się uda szczęśliwie dopasować odpowiedniego Anioła do odpowiedniej Właścicielki :).

Bardzo dziękuję za udział w zabawie i polecam się na przyszłość :).

czwartek, 2 maja 2013

Aniołami... się zaczyna

Drogi Czytelniku, niewykluczone, że stały, ale może i Zupełnie Nowy, witam Cię serdecznie w najbardziej własnym kąciku swojego królestwa, tym właśnie, który zapewnia jej jaką-taką równowagę umysłową i stabilność psychiczną w świecie wypełnionym szczelnie czterema bujnymi osobowościami Ukochanych Potomków i piątą, też nie taką znowu wątłą, Pana Małżonka.

Na Kłębowisku znajdą się wszystkie twory moich rąk, i w dodatku zacznę od ich rozdawania :).

Tak sobie pomyślałam, że Pierwszy Maja, Święto, jak by nie patrzeć, Pracy, a dodatkowo mające za patrona św. Józefa, będącego przy okazji patronem rzemieślników - to jest dobry dzień dla rozpoczęcia nowego przedsięwzięcia. A gdyby to był czwartek (dzień, o którym mądrość ludowa mówi, że nic, co zaczęte w czwartek nie może się nie udać) to by w ogóle było idealnie (i dlatego piszę nocą, a opublikuję rzecz krótko przed północą, na zasadzie Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek :)), ale naj-naj-naj-idealniej (to moja własna, prywatna opinia) będzie zacząć nowego bloga od rozdawania prezentów.


 Tak więc oddam w dobre ręce trzech Czytelników trzy Anioły.

Jako, że w życiu nie robiłam żadnego candy (a udział brałam w może dwóch) nie mam w tym najmniejszego doświadczenia, więc sobie będę radośnie i nieodpowiedzialnie ustalać własne zasady.

Anioły otóż pójdą w ręce tych trzech osób, które napiszą, dlaczego chcą je mieć (optymistycznie zakładam, że ktoś zechce :)).

Wiem, że powinno się postawić jakieś warunki w rodzaju "zalinkować na blogu lub polubić na Facebooku", otóż nie trzeba mnie nigdzie linkować i nigdzie polubiać (chociaż, oczywiście, jeśli ktoś to zrobi będzie mi bardzo miło), wystarczy mi napisać to, o co powyżej prosiłam, a ja dokonam wyboru metodą subiektywnej decyzji :). Gdyby subiektywna decyzja okazała się zbyt trudna do podjęcia, dokonam losowania używając w tym celu niewinnych rącząt któregoś ze swoich Dzieciątek.




Aniołki czekają na swoich nowych Właścicieli do... powiedzmy, do 8 maja. Do Dnia Zwycięstwa, by pozostać w atmosferze symboli  i podwójnych znaczeń :).